top
1 2 3
icona

Żywienie koni: odchudzanie z wielkiego brzucha

Przy okazji świątecznych, rodzinnych obiadków nasunął mi się pomysł kolejnej serii wpisów o końskim żywieniu. Zanim się sama w tym temacie nauczyłam orientować, miałam wieczny problem z wagą Skwarka. Niezależnie od tego, ile jadł, był wiecznym sucharem i nieustannie było mi wstyd, że mój koń tak nieciekawie wygląda…. Pamiętam jak dziś, kiedy Skwierczyński był już u mnie dobre półtora roku i brał udział w konsultacjach ujeżdżeniowych z p. Małgorzatą Morsztyn. Pani trener pochwaliła jego pracę na koniec szkolenia: „Bardzo przyjemny konik. On jest po torach, tak?”. Szkopuł w tym, że nie był po żadnych torach, ba, był od samego początku w treningu ujeżdżeniowym… Ale to długa historia i materiał raczej na kolejny wpis.

Zacznijmy od samych podstaw, czyli tego, jak ocenia się kondycję konia i po czym poznać, czy koń jest za chudy, za gruby, czy w sam raz. Laicy uwielbiają patrzeć na koński brzuch. Duży brzuch, znaczy koń jest gruby. Jeśli brzucha nie ma, to końska sylwetka jest fit. Nic bardziej błędnego! Co więcej, kierowanie się tym błędnym kryterium i odchudzanie konia, który powinien więcej jeść (to odchudzanie zresztą jest przeważnie realizowane przez ograniczanie siana, no bo przecież to „złe” siano brzuch rozpycha!) może się skończyć bardzo poważnymi problemami, a na pewno nie tym, że figura konia stanie się atletyczna, umieśniona i wysportowana.

Dobre ćwierć wieku temu wymyślono coś takiego jak metodę BCS, czyli ocenę kondycji ciała konia, która pozwala na oszacowanie ilości tłuszczu w końskim ciele. Jeśli koń jest otyły, to ma odłożone zapasy tkanki tłuszczowej – z takim stwierdzeniem niewątpliwie nikt nie będzie polemizował. A konie, szczególnie prymitywnych ras lub te dobrze wykorzystujące paszę potrafią naprawdę nieźle utyć. Swego czasu była w Anglii głośna sprawa odebrania właścicielowi stadka przerażająco otłuszczonych kucyków szetlandzkich. Najgrubsze z nich miały ponad 60kg nadwagi. Może to nie robi wrażenia, dopóki nie uświadomimy sobie, że 60kg to są trzy wielkie worki musli. Wyobrażacie sobie takie worki załadowane na raz na malutkiego szetlanda? :(

Skala BCS jest podzielona na 9 stopni, z których pierwszy określa konia ekstremalnie wychudzonego, pozbawionego całkowicie tkanki tłuszczowej (kondycja głodowa), a punkt dziewiąty konia o skrajnej otyłości. W tej skali normalną, bezpieczną dla konia wagę i kondycję oznaczają punkty 4-6 (4: koń umiarkowanie chudy, 5: kondycja średnia, 6: koń umiarkowanie pulchny). Uproszczona tabelka ułatwiająca ocenę kondycji wygląda tak:

baileys baileys3

Konie odkładają tłuszcz zawsze w tych samych partiach ciała. W pierwszej kolejności za łopatką i poniżej łopatki (przykładamy rękę tuż za łopatką i jeśli wyczuwamy pod skórą miękką, trzęsącą się galaretowatą poduchę, to na 100% mamy do czynienia z końskim grubasem), nad żebrami (żebra, nawet jeśli nie są widoczne, powinny być wyczuwalne dłonią bez konieczności wbijania palców w koński bok!), od góry nad zadem i przy nasadzie ogona (o wyraźnie otłuszczonych koni widoczne są nad ogonem fałdki z tłuszczu), a także na grzebieniu szyi (co jednak może być mylące, bo mocno rozbudowany grzebień miewają niekiedy ogiery, wcale niekoniecznie zbyt otyłe).

baileys2
Absolutnie nic na powyższym schemacie nie wskazuje na możliwość „tycia” konia w brzuchu!

Wiszący, nadmiernie duży brzuch konia bierze się tylko i wyłącznie z braku prawidłowego umięśnienia podbrzusza, co najczęściej łączy się z brakiem mięśni pleców, niekiedy zadu. U konia niewytrenowanego, czyli w naturze te mięśnie są słabe i niezbyt wykształcone, jest to zupełnie normalny stan. Wciągnięte, czy podkasane brzuchy miewają ogiery (mają większe niż klacze czy wałachy napięcie mięśniowe i przeważnie również temperament), albo młodzież, która z natury chętnie i dużo się rusza, prawidłowo używając swojego ciała. Każdy inny koń – taki, który nie za bardzo lubi się przemęczać, ma niezbyt pobudliwy charakter, bardziej ospały temperament – będzie miał spory, wiszący brzuch.
Panaceum na okazały koński kałdun są aż trzy: praca, praca i praca ”</p

DODANO: 9 grudnia, 2015